WSTĘPNIAK FABULARNY

Wiele zmieniło się od czasu, gdy ośrodek w Mieczewie po raz pierwszy otworzył swoje podwoje.

Leżąca kilkanaście kilometrów od centrum Postnania placówka, założona na zgliszczach starej bazy rakietowej, miała służyć Alkochemikom jako terenowe laboratorium badawcze. Kierowane przez profesora Skłodowskiego mogło w spokoju zajmować się badaniami kuriozów okolicznej fauny i flory, a także nowo zaobserwowanej lokalnie substancji – nazwanej wkrótce “łyżkonitem”. Cała załoga ośrodka liczyła zaledwie kilkanaście osób, plus parę równie wiekowych co ekscentrycznych prawowitych właścicieli terenu – państwa Mieczesławów. 

Jednak już wkrótce okazało się, że los miał dla tego miejsca inne plany. Gdzieś na przełomie roku 2116 i 2117 w innej placówce Alkochemików, ośrodku wczasowym “Justynka”, doszło do potężnej eksplozji. Wybuch ten zrównał z ziemią większość zabudowy, a resztę nieodwracalnie uszkodził.  “Justynka” pełnić miała rolę kurortu wypoczynkowego dla Alkochemików i nie tylko, a także jako miejsce spotkań (biznesowych i politycznych) z przedstawicielami innych liczących się sił postapokaliptycznej Polski – z dala od gwaru i niebezpieczeństw ruin Postnania. Placówka ta musiała zostać porzucona. Zdecydowano, że w tej sytuacji jej zadania przejmie ośrodek w Mieczewie. Załoga kurortu została szybko przeniesiona, i zajęła się zorganizowaniem hotelu oraz baru. Pracowali bez wytchnienia, lecz dzięki temu już we wrześniu 2117 roku ośrodek, nazwany na cześć utraconej placówki “Grażynką”, przyjął pierwszy turnus wakacyjnych gości. 

“Grażynka” zaczęła tętnić życiem. Do hotelu napływały setki wczasowiczów, pragnących zaznać prawdziwego urlopu, tak jak to czyniono przed wojną. Z inicjatywy profesora Skłodowskiego zorganizowano pierwszą Konferencję Nauki Postnuklearnej, na którą zjeżdżają odtąd co roku najwybitniejsze umysły pustkowi. W okolicy kwitła turystyka, a wielce popularne stały się polowania na mutanty. Również oferta rozrywkowa – doskonale zaopatrzony bar, wieczorne potańcówki, sport oraz sztuka (głównie sztuki walki) – przyciągały coraz więcej spragnionych wrażeń podróżników. Biznes także rozkwitł – “Grażynka” stała się miejscem, gdzie kupcy i karawany mogą bezpiecznie dobić interesu, nie ryzykując przedzierania się przez obrzeża Postnania do głównej bazy Alkochemików. W związku z tym liczące się siły postapokaliptycznej Polski zaczęły zakładać w niej stałe placówki. 

Zaś sam ośrodek, do niedawna jeszcze leżący na uboczu, planowany jako miejsce odosobnienia i sezonowego wypoczynku, zaczął przypominać regularną osadę.

Na każdym słonecznym niebie znajdzie się jednak cienista chmura. Rozwój “Grażynki” przyciągnął w jej okolice niewidziane tu od dawna bandy raidersów. Lokalna populacja mutantów została przetrzebiona przez nieodpowiedzialne polowania, co zachwiało przemysłem turystycznym. W rodzinie Mieczesławów doszło do sporu międzypokoleniowego, który poważnie rozchybotał stabilność polityczną ośrodka. Jednak największa klęska spotkała alkochemiczne laboratorium.

Placówka, będąca fundamentem na którym zbudowano “Grażynkę”, której udało się osiągnąć przełom w badaniach nad tajemniczym łyżkonitem – przypłaciła go swoim istnieniem. Jeden z finalnych eksperymentów przeprowadzony przez prof. Skłodowskiego doprowadził do eksplozji, która zniszczyła większość drogocennego wyposażenia. 

Ku niedowierzaniu personelu, zamiast niezbędnego sprzętu, z centrum Postnania dostarczono wieści o drastycznym ograniczeniu finansowania. Pozbawione środków na rekonstrukcję laboratorium przestało istnieć. Większość obsady Alkochemików otrzymała polecenie wycofania się i opuściło “Grażynkę”. Na miejscu pozostali ci, który zdążyli się w ośrodku osiedlić, pracownicy lokalnego hotelu i – od niedawna bezrobotny – personel naukowy. Wszyscy zadawali sobie pytanie: co mogło zmusić Alkochemików do tak drastycznego posunięcia?

Odpowiedź zbliżała się z zachodu. 

Kiedy nad “Grażynką” krążyły pojedyncze czarne chmury, zza Odry szła potężna burza. Wydarzenia Pory Przybyszów nie pozostawiały żadnej wątpliwości – IV Rzesza nadciąga, a kolejnym punktem jej marszu jest prawdopodobnie Postnań. Zmierzywszy się osobiście z machiną wojenną Rzeszy Alkochemicy zrozumieli powagę sytuacji. Wszystkie dostępne środki i personel został skierowany do walki z nadchodzącym wrogiem. 

Naukowcy z Mieczewa wiedzieli, że muszą zaadaptować się do nowej sytuacji. Personel hotelu mógł spać spokojnie – wszak wypoczynek i podniesienie morale w trudnych czasach jest na wagę złota. Jak co roku rozpoczęto przygotowania do turnusu, do Konferencji Naukowej, do wieczornych bali i prywatek, do sportowych emocji i kulturowych uniesień. Kolejne karawany potwierdzały swoje przybycie, zaś placówki frakcyjne konsultowały plany i szykowały się do przyjęcia klientów. 

Jednak badacze musieli na nowo udowodnić swoja przydatność. Jajogłowi marzyciele, z natury oderwani od przyziemnych spraw, spędzali swój wolny czas na debatach i dywagacjach pod pięknym, gwieździstym niebem. Nie wiadomo już kogo pierwszego natchnął ten widok, ale stopniowo wszystkie dyskusje zaczęły schodzić na temat gwiazd. Kosmosu. Podróży. Sięgania poza horyzont. Tej ambicji i ciekawości nieznanego, którą straciliśmy w atomowej pożodze. Tak oto narodziła się JAPA.

Jesienny Alkochemiczny Program Astronautyczny

Teren, na którym dziś znajduje się “Grażynka”, przed wojną był wojskową bazą rakietową. Okolica usiana po dziś dzień jest szczątkami rakiet, zbiornikami paliwa i dawno zapomnianymi wyrzutniami. Naukowcy z Mieczewa w rozpaczliwym geście zaproponowali Alkochemikom sfinansowanie misji, mającej na celu rekonstrukcję przedwojennej rakiety i wysłanie jej z ładunkiem w kosmos. Liczyli zarówno na zachowanie pracy, ale także wiedzieli że nie mogą dopuścić, by te niezagospodarowane zasoby wpadły w szpony Rzeszy. Ku zaskoczeniu wszystkich, propozycja została przyjęta. 

Fundusze nie są wprawdzie wystarczające na sfinansowanie całej misji, ale pozwoliły na rozpoczęcie prac. Do udziału w projekcie ponownie zaproszono najtęższe umysły, i najsilniejszych graczy pustkowi. Najęci poszukiwacze przeczesują teren w poszukiwaniu dobrze zachowanych rakiet, zaś naukowcy bez wytchnienia pracują nad stroną techniczną przedsięwzięcia. W murach “Grażynki” znów da się poczuć entuzjazm – wszyscy liczą, że jeżeli tylko połączymy siły, uda nam się wysłać coś znów tam, skąd do niedawna rzeczy głównie spadały.

Tak oto rozpoczął się kolejny etap historii osady w Mieczewie. Wpierw cichej placówki badawczej na uboczu, później popularnego ośrodka wczasowego, zaś dziś symbolicznego pierwszego stopnia wiodącego ku gwiazdom. Tam, gdzie strasznie dawno nie dotarł żaden człowiek.